Krótka, streszczona relacja z trasy Lotto Poland Bike Marathon 2024, w Radzyminie 09-06-2024.
Nie było lekko jechać z pompą i jednocześnie coś sensownego nagrać oraz zmontować, kiedy każdy jedzie na pełnej parze:)
Lotto Poland Bike Marathon słynie z ciekawych, krętych, pagórkowatych i nietuzinkowych tras, wymagających sporej pary do przejechania w trybie nawet rekreacyjnym a co dopiero kiedy jeszcze trzeba mierzyć się z czasem i konkurencją.
Radzymin był dla mnie etapem premierowym, do którego za namową znajomego postanowiłem dołączyć. Jako, że śmigam na szosie i MTB tu i tam, dziesiątki tysięcy kilometrów po różnych terenach za mną, uznałem, że moja STAMINA jest nie w najgorszym stanie i warto spróbować.
Pojechałem bez żadnych aspiracji na jakiekolwiek dobre miejsce, bo wiadomo, pierwszy raz, trzeba się rozejrzeć, złapać dryg, tempo jazdy, podejrzeć co i jak robią inni i przede wszystkim dobrze się bawić.
I tak było. Nie patrząc na aerodynamikę roweru, założyłem opony klasyczne dętki, kamerę 360 na kierownicę, (którą co rusz musiałem na dołkach poprawiać bo uchwyt fruwał po kierownicy:) plecak rowerowy z camelpackiem i jedziemy.
Wyruszyłem z ostatniego sektora jak to nowicjusze i postanowiłem zrobić pompę od razu, żeby zyskać lepsze miejscówki i awanse. Czułem się dosyć pewnie kondycyjnie bo uprawiam tez inne sporty, regularnie. Wszystko fajnie szło do ok 20 km, do którego udawało się wyprzedzać innych zawodników całkiem sprawnie po to aby doznać typowego odcięcia w okolicach 25km, po zaliczeniu wielu ostrych pagórków na „petardzie”. Ci, których wyprzedzałem zostawili siły na sam koniec aby na ostatnich kilometrach mi się przypomnieć i puścić mnie z mgłą kurzu oraz szutru spod opon;)
Ostatnie 5 km to walka o przetrwanie i dojechanie. Udało się. miejsce 40któreś od końca. Biorąc pod uwagę moje rekreacyjne nastawienie na ten wyjazd, fakt, ze nie mam typowej sylwetki i fizyki kolarskiej (swoje 84kg ważę i 3mam masę bo uprawiam sporty walki) to jednak przy uganianiu się z kamerą, nabitymi na maksa oponami (sic! jak potem się okazało mocny błąd) nie dojechałem ostatni;)
Ciekawą bardzo rzeczą jest to, że rekreacyjnie na przejażdżkach potrafię zrobić bez problemu 70-100 km dniówkę, więc uznałem że 35km to lajcik i pryszcz.
Jak się okazało niekoniecznie. Po interwałach w tempie wyścigowym i na trudnym terenie to nie przelewki i 30teczka potrafi człowieka wymęczyć bardziej niż 100km rekreacyjnie po równych szosach i szuterkach.
Morał i wnioski są następujące jeśli miałbym podchodzić do wyścigów na poważniej:
Po wyciągnięciu tych wniosków i wdrożeniu optymalizacji kolejny wyjazd w Wyszkowie już poszedł znacznie lepiej i awansik poszedł mocniejszy o czym też dam znać.
Pozdrowienia dla wszystkich bajkerów szosowych, mtbowych, wyścigowych, rekreacyjnych, dla których 2 kółka napędzane siłą własnych gnatów to podstawa:)
A poniżej video streszczenie z trasy;)